HACKED By Kaizer Soze

wpis w: O książce | 0

Lepiej żebyśmy byli sztywni, ważyli sto kilo, nie umieli się ruszać ani uśmiechać. Wtedy śpiewaczka operowa będzie traktowana serio i nie będzie celebrytką? Komu przeszkadza atrakcyjna kobieta na okładce płyty?

 

A siła, żeby zaśpiewać spektakl skąd? Szykuję sobie mięso, bo lubię. Najlepiej cielęcinę, bo lubię. Do tego ziemniaki, bo ja jestem ziemniaczana pani, z rozmarynem, z ziołami prowansalskimi, z oregano. Ziemniaki w kawałeczkach wkładam razem z mięsem do piekarnika i muszę zjeść solidną porcję. Albo makaron. To mnie trzyma przez cały spektakl.

 

Zdarza się, że mam prawdziwą siłownię na scenie. Na przykład Córka pułku Donizettiego w Wiedniu, w reżyserii Laurenta Pelly’ego, to trzy godziny biegania.

 

Robiłam kiedyś głupi błąd i mało jadłam, bo wiecznie się odchudzałam. Efekt był taki, że bardzo trudno mi było dośpiewać przedstawienie do końca.

 

(...) nie ma takiej możliwości, żebym wyszła na scenę, jakbym dopiero co się obudziła. Przecież trzeba też dobrze wypaść na zdjęciach, a je robi się z bliskiej odległości. Makijaż musi być.

 

Media nie interesują się operą, tylko skandalami osobistymi. Wystarczyło, żebym nagrała płytę z Sebastianem Karpielem-Bułecką, żeby zaczęto o nas plotkować. A my pojawiliśmy się razem na jednej okładce.

Ciągle zapomina się o tym, że to śpiewak jest w operze najważniejszy, nie dyrygent i nie reżyser.

 

We Włoszech wszyscy śpiewają. Siadają przy stole i śpiewają. Spróbuj poprosić w Polsce, żeby ktoś zaśpiewał przy stole. Wszyscy będą się tylko zastanawiać, co znają i zapewne całe śpiewanie skończy się na Szła dzieweczka albo kolędach.

 

Najtrudniej jest zaśpiewać pieśń Mozarta, bo słychać w niej wszystko. Podobnie jest z malarstwem. Trudno jest mi zrozumieć sytuację, w której ktoś za obraz pocięty scyzorykiem dostaje tysiące, a może nawet milion dolarów. Nie umiem się z tym pogodzić. Może to wynika z tego, że mam ogromny szacunek dla warsztatu, rzemieślników.

 

W naszym świecie niestety flirt zanika. Przestaje istnieć flirt, który jest niezobowiązujący, który do niczego nie prowadzi. Flirt, który nakręca, który daje energię. Kiedy taki delikatny flirt pojawia się między partnerami na scenie, ma się ochotę grać, chodzić na próby.

 

Chyba jak każda kobieta obmyśliłam sobie dokładnie, jak powiem mu o tym, że jestem w ciąży. Przyrzekłam sobie, że zrobię to w domu, po powrocie z urodzin, jak będziemy sami. O północy był toast. Nagle zrobiło się tak pięknie i romantycznie, że nie wytrzymałam, jak to ja. Roberto od razu powiedział gościom. Był bardzo szczęśliwy. Usłyszałam od niego wtedy najpiękniejsze słowa – „Dzięki tobie Bóg daje mi nową szansę”.

 

Przechodziłam typowy baby blues, tak jak wiele kobiet, tylko problem jest taki, że wiele kobiet z dzieckiem na ręku boi się do niego przyznać.